Dorota Heck
Profecja między milczeniami. O Błogosławieństwie milknącemu słowu Piotra Klimczaka
Czterdzieści jeden nowych wierszy Piotra Klimczaka (rocznik 1961) – to ślad głęboko
przemyślanych treści. Nikt nie mógłby zarzucić poecie koniunkturalizmu, bo z zasady nie
zwraca się do zwycięzców. Pokolenie dorastające w czasach pierwszej Solidarności,
formowane w atmosferze je poprzedzającej: wyraźnego oddzielania dobra od zła po Radomiu
1976 i wyborze Karola Wojtyły na papieża, dostrzegało wzajemne warunkowanie się etyki,
estetyki i epistemologii. Radykalne stanięcie po stronie słabszych, co było przesłaniem
twórczości Zbigniewa Herberta (zob. Poezja polska w latach 1939-1965, cz. 2, Warszawa
1988, rozdz.3), stanowi dla niezłomnie wiernego ideałom młodości Klimczaka oczywistość.
Chyba w przeciwieństwie do autora Pana Cogito Klimczak ma do odwiecznego
nauczania Kościoła Rzymskokatolickiego stosunek jednoznacznie pozytywny, dlatego i
stosunek do osób ubogich czy też poniżonych wolny jest w omawianych wierszach od
najmniejszych choćby naleciałości nietzscheanizmu. Dziewiąta książka Klimczaka,
Błogosławieństwo milknącemu słowu należy więc do zbiorów wierszy, wśród których nie
brak modlitw poetyckich, niemniej na pierwszy plan wysuwa się próba dotarcia do ludzi
odrzuconych, takich jak niechciane przez rodziców dzieci. Empatyczne podanie im pomocnej
ręki, wskazanie, u Kogo znajdą miłość, przyznaję, mnie przekonuje. To znaczy: nie wiem, czy
ktoś z adresatów List weźmie sobie do serca. Wiem, że tylko taki List chciałbym przekazać.
Nie widzę innego źródła ocalającej miłości niż „ja” mówiące – wielką literą! – „Jestem” w
wierszu zatytułowanym List:
nie chcieli ciebie ojciec i matka
mieli rozrywkę później przeszkodę
porzucił cię ktoś ukochany
oszukał kapłan
zdradził przyjaciel
twoje dni gryzie mowa szyderców
twoje wieczory obnaża gapienie się głupców
twoje noce szarpie rechot demonów (s. 53).
Trudno sobie wyobrazić bardziej adekwatne i bardziej przejmujące wysłowienie cierpień
człowieka, którego rodzice nie nauczyli przyjmować i dawać: zaufanie, czułość troskę,
akceptację. Ten, kto wszędzie się dopatruje szyderstwa, wnioskuje ze swoich
najwcześniejszych doświadczeń. Przenikliwość obserwacji psychologicznej idzie tu w parze
ze sformułowaniami inspirowanymi Biblią. Już pierwszy psalm wspomina „grono
szyderców”, „Błogosławiony, kto nie zasiada w gronie szyderców”… Ba! A jeśli go tam
posadzono zanim jeszcze umiał mówić? Znajdzie się w klatce (samo)wykluczenia, będzie
powtarzał negatywne wzorce, choćby tylko w swojej wyobraźni, nawet gdyby sam z nikogo
nie drwił.
Piotr Klimczak zarazem ogarnia wzrokiem szerszy horyzont niż chodnika z
bezdomnym pod murem. Zdaje sobie sprawę z teoretyczno-kulturowych podstaw pogardy we
współczesnym świecie. Ujmuje swoje diagnozy w najprostszej formie, pisząc we wstępie:
„Milknie poezja, głuchoniema między szaradą a przebojem, między intertekstualnym
laboratorium a kiczem” (s. 5). Znakomita formuła: „między szaradą a przebojem”.
Zrozumiałe, skodyfikowane już w Biblii lub w mitologii greckiej są takie
prawidłowości społeczne, zgodnie z którymi profeta (prorok) nie jest słuchany ani poważany
w swoim najbliższym środowisku, lub ktoś, kto przestrzega i napomina, przynosi niepożądane
przepowiednie, podlega wykluczeniu (jak mityczna Kasandra). Oskarżenia pod adresem
współczesnych, jakie wypowiada poeta, nie są mile przyjmowane. Cóż, Norwida też nie
lubiano. Dworscy panegiryści rzadko przekroczyli jednak granice swojej epoki. Mimo
wszystko warto tworzyć w wyższym celu niż schlebianie gustom współczesnych.
Norwidowskiej inspiracji upatrywałabym w wierszach Odpowiada chrześcijanin, Człowiek
pewien, Nobis est in speculum).
Tematyka Błogosławieństwa milknącemu słowu skupia się wokół problematyki
rodziny i samotności, uniwersalizmu sztuki i krytyki kultury współczesnej. Pojawiają się
ujęcia na pograniczu satyry (niekiedy wirtuozerskiej pod względem formalnym jak oktostych
Księga pamiątkowa nie pamięta), utwory nacechowane zwięzłością aforyzmu, zróżnicowane
gatunkowo i wersyfikacyjnie, lecz zdecydowanie dominuje wiersz wolny, biały (tzn.
bezrymowy), niekiedy znajdujemy też przykłady wiersza zdaniowego. Zarówno pod
względem aksjologicznym, jak i formalnym patronem tej książki mógłby być Herbert,
przywoływany co więcej aluzją literacką (tytuł Stoimy nad granicą nawiązuje do
Herbertowskiego Stoimy na granicy, a Kamyki do wiersza Kamyk autora Lasu Ardeńskiego).
Bezwzględna wiwisekcja stanu moralnego współczesnych elit – to wspomniana
Księga pamiątkowa nie pamięta. Tekst porusza niemalże demoniczną kondensacją
negatywnych emocji:
że się zmyło zeszyło skręciło skleiło
brudne krzywe pryszczate ręce miała miłość
ileż się stłukło złamało poplamiło zginęło
podarło się spruło stęchło gdy rosło dzieło
klej detergent repelent szczotka i szmata
pomogły zwiodły zostały historia brzuchata
blizną szwem śrubką spoiną album
nie świadczy światu ale kredową albą (s. 16)
Odrażająca brzydota nie jest tu powrotem do turpizmu Stanisława Grochowiaka sprzed
kilkudziesięciu lat, nie jest przejawem brutalności w stylu Andrzeja Bursy lub Rafała
Wojaczka, lecz samoistnym krzykiem sprzeciwu wobec moralnej ohydy i hipokryzji. O
granicach symbolu to drugi utwór zawierający motyw zdrady i obłudy, ale już oczyszczonych
przez dobrowolną ofiarę ekspiacyjną.
Podobnie jak Księga pamiątkowa wywołuje wstręt Że o nim pamiętasz – drastyczne
ukazanie śmierci gołębia. Już we wcześniejszych tomikach Klimczaka zdarzały się sceny,
które byłyby podstawą podejrzeń o delektowanie się okrucieństwem w świecie zwierząt.
Estetyczny wstrząs może w wierszu funkcjonować katartycznie, czyli odegrać rolę
pozytywną.
Poetycka moralistyka Klimczaka Anno Domini 2018 – to niekiedy raczej zwykłe
pouczenia, by nie rzec rugania (Plotka i wieść), a także teksty niosące element zaskoczenia,
np. Satyryk w dwóch-trzech pierwszych wersach wydaje się parodią urzędowego
kwestionariusza, by w puencie zaskoczyć samozwrotnym quasimorałem: „sądzi człowieka –
czy wiedząc / że nad sobą prowadzi sprawę” (s. 17). Najlepszy, bogaty w realia historii życia
literackiego powojennej Polski, tekst wyrasta ponad poziom satyrycznych, niemalże
interwencyjno-użytkowych wypowiedzi. Jest to Drugi bok Kisiela – utwór poświęcony
potrzebie solidarności z obłożonymi ostracyzmem twórcami. Przykładem jest „Kisiel”, czyli
Stefan Kisielewski, krytyczny wobec systemu komunistycznego kompozytor, felietonista i
prozaik.
Grupę utworów krytykujących kryzys twórczy przedstawicieli postmodernistycznych
teatru, literatury, filozofii, polonistyki wreszcie, reprezentuje rzecz pod dwuznacznym tytułem: „Uwaga! Roboty na scenie!”. Z jednej strony, źródłem tytułowego cytatu jest proste
ostrzeżenie jak na budowie („Uwaga! Roboty na dachu!”), roboty – to prace. Z drugiej
wszakże strony, „roboty” – to techniczne konstrukty a nie osoby, wytwory, przedmioty,
czasem humanoidalne, które zastępują/wypierają prawdziwych ludzi. Istotnie cyborgi wdarły
się na scenę debaty publicznej i na katedry uniwersyteckiej, odkąd roboty generują
opiniotwórcze komentarze na popularnych forach internetowych, a wolne, suwerenne osoby
zamieniają się w pracy – także akademickiej pracy humanisty! – w terminale do
przyjmowania i realizacji poleceń, jakich słów używać i w jakiej tabeli (vide wzorce tzw.
sylabusów w zreformowanym po 2011 roku szkolnictwie wyższym).
Moralizm lub nawet etyzm przejawia się w „lżejszych” utworach, takich jak Choinka
lub Bombka, w których polemiczne ostrze kieruje się przeciw materializmowi praktycznemu,
konsumpcjonizmowi, pustym rytuałom w ulegającym laicyzacji świecie. Metafizyczny
zamysł odczuwa się zaś w tle kaskady czasowników wiersza Płynąć (wariacje). Panta rei?
Tak, zdaje się odpowiadać reprezentant nowej poezji metafizycznej, ale płynie stworzone
przez dobrego Boga, toteż wszystko znajdzie swoje miejsce w porządku eschatologicznym.
Nie minie bez śladu. Podobnie szlachetne przesłanie zawarte w krystalicznej formie zwraca
uwagę w utworze Archeo-logia z etymologiczną grą słów w tytule lub w pojedynczych
tekstach z cyklu Hortus conclusus, Ianua vitae, Jedno w dwóch osobach. Łacina łączy język
poetycki Klimczaka z tym, do czego należy koniecznie powrócić: solidnym i jak najszerszym
uczeniem języków klasycznych, przynajmniej w ramach studiów humanistycznych i
elitarnych liceów. Logika, trafne intuicje semantyczne, szacunek wobec źródłowej wiedzy –
wszystkiego tego uczy lekcja łaciny (by raz jeszcze odwołać się do sformułowań Herberta).
Tom wydano dzięki stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzadko
które dobro jest tak nierynkowe, a zarazem potrzebne, jak poezja mniej znanych poetów. Ci
inni, literaccy celebryci, przedstawią swoje propozycje między wywiadem, felietonem w
poczytnej prasie a rautem na takich czy innych salonach. Oni wygrają. Prędzej czy później.
Natomiast trafiając w jakąś próżnię recepcyjną – nie wiadomo, w jakim stopniu z przypadku,
w jakim z powodu cech charakteru, w jakim wskutek uwarunkowań środowiskowo-
geograficznych (poeci z Krakowa, Warszawy, Gdańska, Katowic… – ilu udźwignie zbiorowa
pamięć?!), jest się zagrożonym posądzeniami o hobbystyczne traktowanie poważnej,
najważniejszej po religijnej, sfery życia – tworzenia kultury. Wypada się cieszyć, kiedy
wartościowa i podnosząca kluczową problematykę dla głębokiego zrozumienia
współczesności poezja uzyskuje możliwość publikacji – dotarcia do czytelników,
przechowania w uczciwych, odpowiedzialnych za wiedzę i pamięć o literaturze polskiej
bibliotekach.
Przejawem niebanalnej, surrealistycznej wyobraźni poetyckiej jest wizja rzeki
przyśrubowanej latarniami, rozwinięta w wierszu Lampy na bulwarach lub cienia latarni, po
którym kroczą przechodnie, a o nader „Klimczakowym” tytule: Rzeczy widzialnych. Takie
urwane całostki składniowe, jak gdyby zawieszone między zamilknięciem a przemilczeniem
są znakiem firmowym dykcji tego autora. Mniej chyba udane – to bardzo eksplicytne,
deklaratywne liryczne enuncjacje (Wędrowiec, W maju, Jeśli nie staniecie się jak dzieci).
Ciekawsze, mniej przewidywalne, z rysem fabularyzacji, oddziałujące też pewną wertykalną
wizją plastyczną są strofoidy Bo Ty jesteś ze mną.
Najpiękniejsze i najwcześniejsze, zebrane w debiutanckim Wnętrzu spojrzenia
(nakładem dolnośląskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, 1995) utwory nawiązywały do
poetyki symbolizmu. W tym też stylu jest też utrzymany wiersz Minimalizuj wszystkie okna.
Wyrażenie „ze szpar w okiennicach świetliste poręcze” (s. 23) przypomina dawną subtelność
wyrazu. Anachronizm? Niekoniecznie. Symbolizm w literaturze powszechnej rzekomo
wygasał około roku 1900, ale raczej należało by zmodyfikować jego pojmowanie, skoro
symbolistyczne cechy miała także poezja o dziesięciolecia późniejsza. Jak zaznaczył Hugo Friedrich w Strukturze nowoczesnej liryki: „Każdy, kto czytuje prace historycznoliterackie i
eseje krytyczne na temat ostatnich pięćdziesięciu lat poezji europejskiej, wie doskonale, jak
często zmieniały się style, szkoły i kierunki: dadaizm, futuryzm, ekspresjonizm, unanimizm,
kreacjonizm, neoobiektywizm, modernizm, ultramodermizm, surrealizm, hermetyzm,
antyhermetyzm, ultraizm. […] Takie przecenianie literackich i artystycznych odmian wzięło
się, być może, z rozpowszechnionej w krajach romańskich skłonności do kultywowania
aktualnych mód, która utrudnia dostrzeganie współzależności” (Hugo Friedrich, Struktura
nowoczesnej liryki. Od połowy XIX do połowy XX wieku, przekł. i wstęp Elżbieta Feliksiak,
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 197). Za anachroniczne można by
uznać żądanie od poezji piękna. Można, ale czy warto?
Piotr Klimczak, Błogosławieństwo milknącemu słowu, Wydawnictwo TUM, Wrocław 2018.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *