ANNA KAMIŃSKA

Posted on

„W taką noc kocham, nienawidzę, nienawidzę, kocham” to historia o miłości. Miłości burzliwej, napotykającej na swojej drodze wiele przeszkód do pokonania. Miłości, której towarzyszy cały wachlarz innych, przeróżnych emocji. Miłości, która cieszy i smuci, która każe odejść, a jednak zawsze powraca. Zapraszamy w podróż do lat 30., do pięknej muzyki tamtych czasów, dzięki której poznacie opowieść o kobiecie, która pokochała.
Anna Kamińska, studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim oraz uczennica we Wrocławskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w klasie wokalu Pani Katarzyny Mirowskiej. Wokalistka we wrocławskim Teatrze Ekstrawersja. Łączy pisarskie zacięcie z miłością do muzyki, śpiew umożliwia jej przekazywanie emocji, a pisanie myśli. Najwięcej satysfakcji czerpie z wyrażania siebie poprzez tworzenie własnych kompozycji oraz tekstów. Muzyką fascynuje się odkąd jako małe dziecko usłyszała utwory zespołu The Beatles. Dopiero później zrodziła się w niej miłość do piosenki artystycznej oraz jazzu. Uwielbia chwile spędzone w teatrze, Paula McCartneya oraz sushi. Jest laureatką ogólnopolskich konkursów, bierze czynny udział w różnego rodzaju projektach artystycznych (musical Jeździec Burzy – reż. Cezary Studniak, Czasy – reż. Mariusz Kiljan, Hotel Breslau – reż. Karolina Konik).
Osiągnięcia:
– III miejsce na 51. Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie („Nigdy się nie dowiesz” – tekst muzyka Anna Kamińska),
– III miejsce na XXIII Festiwalu Piosenki Angielskiej „Face the music”,
– I miejsce na OPPL Wybryk we Wrocławiu („First” – tekst i muzyka Anna Kamińska),
– wyróżnienie na Ogólnopolskim Konkursie Poezji Śpiewanej „Poetycka Stajnia” („Nigdy się nie dowiesz” – tekst i muzyka Anna Kamińska),
– II miejsce na Przeglądzie Kultury Młodych „Przekręt” we Wrocławiu w kategorii piosenki angielskiej,
– II miejsce na Konkursie Poezji Śpiewanej w Głogowie (etap wojewódzki),
– nagroda za najlepszą interpretację własnego tłumaczenia pieśni The Doors na język polski na XXI FPA w Brzegu,
– udział w Ogólnopolskim Przeglądzie Młodych Wokalistów „Debiuty 2015”,
Teatralnej podczas Slot Art Festival 2015 („Nigdy się nie dowiesz” – tekst i muzyka Anna Kamińska).

Jonasz Wiewiór, uczeń liceum ogólnokształcącego we Wrocławiu w klasie politechnicznej oraz uczeń klasy fortepianu jazzowego Marcina Lutrosińskiego. Pianista, animator, reżyser filmów krótkometrażowych. Swoje uczucia i obserwacje wyraża poprzez sztukę filmową, do której tworzy integralną emocjonalnie ścieżkę muzyczną. Pisze również muzykę do tekstów poetyckich. Muzyka towarzyszy mu przez całe życie, chętnie łączy elementy jazzu z klasyką. Inspiruje go twórczość wybitnych artystów, takich jak Tim Burton, John Lasseter, Alexandre Desplat czy Thomas Newman. Dzięki wpływom zarówno muzyki klasycznej, jak i rozrywkowej komponuje utwory o różnorodnej stylistyce i obsadzie muzycznej – od pojedynczej ścieżki fortepianu po całą orkiestrę i chór. Bierze również udział w spektaklu Hotel Breslau (reż. Karolina Konik, Teatr Ekstrawersja), do którego wspólnie z Anną Kamińską przygotował oprawę muzyczną i współpracuje z wokalistami jazzowymi.
Osiągnięcia:
– dwa wyróżnienia w ogólnopolskim Przeglądzie Portfolio See&Say,
– Grand Prix we wrocławskim Przeglądzie Etiud Szkolnych „Ostary”,
– I miejsce we wrocławskim konkursie „Historia na ekranie”,
– laureat Dolnośląskiej Gali Talentów,
– udział w Ogólnopolskim Konkursie Młodych Kompozytorów im. Wojciecha Kilara,
– występ na Zamku Królewskim w Warszawie na gali finałowej Gazety Lokalnej Roku 2016.

Leszek Kopeć spotyka się z Grzechem…

Posted on

Dwie różne osobowości spotykają się u Pieśniarzy. Łączy je muzyka. Co się zdarzy, co znajdą, co stanie się czyim udziałem…? To wszystko w ,,Spotkaniu z Grzechem” Grzegorz Dąbrowski, Pieśniarz Roku 2015 i Leszek Kopeć, artysta, radiowiec,..dużo by wymieniać…

poniżej playlista – spotkanie z Leszkiem Kopciem na końcu (chronologicznie)

CO W SIECI PISZCZY…

Posted on
Opole … Znowu wybrano ofiarę hołdu, tym razem Bogu ducha winną panią Stanisławę i zalano lukrem pochlebstw. Po co to komu, po co strata czasu antenowego, po co smętne występy panów dyrektorów i innych sponsorów?! To jest festiwal piosenki polskiej, jego osią powinna być twórczość, a nie zbiorowy onanizm w świetle reflektorów. Gadanina, dłużyzny, a w tle przedłużający się kryzys wykonawstwa i songwritingu jako takiego.
Wychodzą na scenę ludzie, którzy notorycznie fałszują, mają problemy z emisją, dykcją, a repertuar który przedstawiają, to z nielicznymi wyjątkami wyroby piosenkopodobne. W tej sytuacji ratowanie się evergreenami i odgrzewanie w nieskończoność kotleta niczego nie rozwiązuje, bo tylko ukazuje przepaść między dawnymi a nowymi dziełami i poziomem wykonawczym sprzed lat i obecnym.
Zastanawiam się jak, i czy w ogóle działa selekcja? Są w całym kraju studia piosenki(absolwentką jednego z nich jest nb. Małgorzata Ostrowska , która jako jedna z nielicznych dała wspaniały, pełen blasku i profesjonalny występ z orkiestrą), gdzie się uczy pracy z mikrofonem, ustawia przeponę itd. I co: gdzie są ci wszyscy ludzie? Kto wypuszcza zamiast nich na scenę jakieś postaci z mchu i paproci, które legną już w pierwszych sekundach swego performansu, powodując odruch natychmiastowego wyłączenia fonii?
PIotr Iwicki dokonal już uzdrowienia w wielu dziedzinach w PR. Obawiam się, że przed nim i to, jedno z najcięższych, wyzwanie. Ktoś powinien wreszcie przerwać ten chocholi taniec. Dla zdrowia abonentów i kultury narodowej. Inaczej będziemy dalej żyć w matriksie miernoty, wynoszonej na ołtarze przez bezkrytyczne, szklane okienko, na które wszyscy się składamy – bynajmniej nie po to, żeby wylewało się zeń na nas badziewie upudrowane na urojoną wielkość.

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3658

Jak poucza poeta w słynnym „Alfabecie” – „Cycki”, to nazwisko na „cki”. Ale tak może było przed wojną, bo teraz nastała moda na demokrację, w związku z czym i nazwiska też się zdemokratyzowały, podobnie jak teksty tak zwanych „przebojów”. Na przykład za moich czasów w kołach wojskowych furorę robiła piosenka anonimowego autora, trochę podobna w nastroju do słynnego przeboju zespołu „Wilki”, w którym śpiewak daje wyraz swemu zaniepokojeniu, czy szampański wieczór nie będzie aby miał medycznych konsekwencji: „Byłem z nią parę chwil, było tak namiętnie, a teraz jestem tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne, nie wiem czy sam tego chcę, lecz nikt tu nie jest winny. Myślę, że nie stało się nic”. Nietrudno się domyślić, że chodzi o rozterkę, czy podczas tych „paru chwil” nie doszło aby do zarażenia syfilisem. Nawiasem mówiąc, za moich czasów nawet w takich tekstach panowała większa finezja: „Pijanego szypra kutra raz dręczyła myśl okrutna; facet myślał, że ma trypra, a to była zwykła kiła!” Podobnie w utworze zwracającym uwagę na nabierający dzisiaj coraz większej aktualności problem roli kobiet w Kościele: „Przeoryszy pytał papież…” no, mniejsza z tym. Wracając tedy do piosenki popularnej za moich czasów w kolach wojskowych, to wprawdzie składała się ona z wielu tak zwanych brzydkich słów, ale sens był identyczny, co w cytowanym przeboju zespołu „Wilki”, w dodatku obfitujący w tak zwane „gorzkie wyrzuty”. Najwyraźniej w ostatnich 50 latach zainteresowania autorów piosenek zredukowały się do rejonu, o którym wspomina poeta Tadeusz Różewicz. Powiada, że za dawnych czasów bywało jeszcze „solidne dno”, aż „pewna panienka z Paryża” zrozumiała, że „nie ma dna i napisała wypracowanie o spółkowaniu”, gdzie „wszystko rozgrywa się w znajomej i niezbyt wielkiej okolicy między regio genus anterior, regio pubice i regio oralis, a to, co było niegdyś przedsionkiem piekła, zostało przez modną literatkę zamienione w vestibulum vaginae”. Oczywiście ubolewa i konkluduje, że o ile dawniej też się spadało – ale pionowo, to teraz spada się poziomo, w związku z czym większość spadających nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że spada. Myśli, że wcale nie spada, tylko się przesuwa – z jednej strony Mocy na drugą – kierując się nieomylnym tropizmem do kochanych pieniędzy. Ciekawe, co by napisał teraz, po przeczytaniu nagrodzonego przez żydowską gazetę dla Polaków utworu pani Masłowskiej, która nie pisze już o żadnym „spółkowaniu”, tylko zwyczajnie – o pierdoleniu? Piszę te słowa z wahaniem – bo wielokrotnie powstrzymywałem się przed pokusą, by nawet przez papierek nie dotykać niektórych produktów przemysłu rozrywkowego w postaci rozmaitych odmian piosenkarki Ruchanny, czy nowojorskiej celebrytki o bodajże ormiańskich korzeniach, znanej z tego, że prezentuje zdumionemu światu dupę wielką, jak wierzeje stodoły – ale nie mogłem już wytrzymać na wieść, że Wojskowe Służby Informacyjne na potrzeby walki o demokrację i praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju zmobilizowały najgłębsze rezerwy – również w postaci zespołu „Big Cyc” pana Krzysztofa Skiby, który nie tylko „nakłada opozycyjne barwy”, ale w dodatku próbuje „wdrapać się na barykady”. Jakie tam znowu „barykady”, kiedy wszystko wyjaśnia lizusowska deklaracja Krzysztofa Skiby, że „na Błękitnym Marszu KOD odżył duch starego Jarocina” – oczywiście pod dyrekcją pana generała Marka Dukaczewskiego, no bo jakże by inaczej? Co za degrengolada! Czy nie byłoby lepiej, a w każdym razie – przyzwoiciej – bo każdy powinien dochowywać wierności swemu powołaniu – gdyby pan Krzysztof Skiba, wzorem Kuby Wojewódzkiego, „odkorkowywał” kolejne „wodzianki”, czy inne, spragnione rozgłosu panienki, a potem „lansował” je przynajmniej przez dwie godziny – zamiast wdrapywać się na „barykady” wzniesione przez oficerów WSI – naturalnie za pośrednictwem swoich politycznych ekspozytur, no i oczywiście – konfidentów? „Nonkonformista” kicający pod batutą RAZWIEDUPR-a – co za żałosny widok! Co za ześlizg, co za wstyd!

Stanisław Michalkiewicz

31 V, g. 20 – UHUHU

Posted on

Uuhuhuu..!! Tak w skrócie można by powiedzieć o koncercie UHUHU… 🙂 Niesamowita energia i piękny głos Ani, świetne aranże Janusza, ogólne poczucie humoru i luz przy jednoczesnym uważnym podejściu do spraw ostatecznych, dystans do siebie i świata – wszystko to sprawiło, że słuchacz czuł się potraktowany poważnie przez Artystów, jednocześnie jak przyjaciel, z dowcipem i radością muzyczną. Piękny, niezapomniany koncert, taki po którym człowiekowi lżej na duszy, po którym poprawia się nastrój, który sie później wspomina, po którym sie robi coś miłego w sercu…