Leszek Kopeć spotyka się z Grzechem…

Posted on

Dwie różne osobowości spotykają się u Pieśniarzy. Łączy je muzyka. Co się zdarzy, co znajdą, co stanie się czyim udziałem…? To wszystko w ,,Spotkaniu z Grzechem” Grzegorz Dąbrowski, Pieśniarz Roku 2015 i Leszek Kopeć, artysta, radiowiec,..dużo by wymieniać…

poniżej playlista – spotkanie z Leszkiem Kopciem na końcu (chronologicznie)

CO W SIECI PISZCZY…

Posted on
Opole … Znowu wybrano ofiarę hołdu, tym razem Bogu ducha winną panią Stanisławę i zalano lukrem pochlebstw. Po co to komu, po co strata czasu antenowego, po co smętne występy panów dyrektorów i innych sponsorów?! To jest festiwal piosenki polskiej, jego osią powinna być twórczość, a nie zbiorowy onanizm w świetle reflektorów. Gadanina, dłużyzny, a w tle przedłużający się kryzys wykonawstwa i songwritingu jako takiego.
Wychodzą na scenę ludzie, którzy notorycznie fałszują, mają problemy z emisją, dykcją, a repertuar który przedstawiają, to z nielicznymi wyjątkami wyroby piosenkopodobne. W tej sytuacji ratowanie się evergreenami i odgrzewanie w nieskończoność kotleta niczego nie rozwiązuje, bo tylko ukazuje przepaść między dawnymi a nowymi dziełami i poziomem wykonawczym sprzed lat i obecnym.
Zastanawiam się jak, i czy w ogóle działa selekcja? Są w całym kraju studia piosenki(absolwentką jednego z nich jest nb. Małgorzata Ostrowska , która jako jedna z nielicznych dała wspaniały, pełen blasku i profesjonalny występ z orkiestrą), gdzie się uczy pracy z mikrofonem, ustawia przeponę itd. I co: gdzie są ci wszyscy ludzie? Kto wypuszcza zamiast nich na scenę jakieś postaci z mchu i paproci, które legną już w pierwszych sekundach swego performansu, powodując odruch natychmiastowego wyłączenia fonii?
PIotr Iwicki dokonal już uzdrowienia w wielu dziedzinach w PR. Obawiam się, że przed nim i to, jedno z najcięższych, wyzwanie. Ktoś powinien wreszcie przerwać ten chocholi taniec. Dla zdrowia abonentów i kultury narodowej. Inaczej będziemy dalej żyć w matriksie miernoty, wynoszonej na ołtarze przez bezkrytyczne, szklane okienko, na które wszyscy się składamy – bynajmniej nie po to, żeby wylewało się zeń na nas badziewie upudrowane na urojoną wielkość.

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3658

Jak poucza poeta w słynnym „Alfabecie” – „Cycki”, to nazwisko na „cki”. Ale tak może było przed wojną, bo teraz nastała moda na demokrację, w związku z czym i nazwiska też się zdemokratyzowały, podobnie jak teksty tak zwanych „przebojów”. Na przykład za moich czasów w kołach wojskowych furorę robiła piosenka anonimowego autora, trochę podobna w nastroju do słynnego przeboju zespołu „Wilki”, w którym śpiewak daje wyraz swemu zaniepokojeniu, czy szampański wieczór nie będzie aby miał medycznych konsekwencji: „Byłem z nią parę chwil, było tak namiętnie, a teraz jestem tu, ludzi tłum, a myśli takie dziwne, nie wiem czy sam tego chcę, lecz nikt tu nie jest winny. Myślę, że nie stało się nic”. Nietrudno się domyślić, że chodzi o rozterkę, czy podczas tych „paru chwil” nie doszło aby do zarażenia syfilisem. Nawiasem mówiąc, za moich czasów nawet w takich tekstach panowała większa finezja: „Pijanego szypra kutra raz dręczyła myśl okrutna; facet myślał, że ma trypra, a to była zwykła kiła!” Podobnie w utworze zwracającym uwagę na nabierający dzisiaj coraz większej aktualności problem roli kobiet w Kościele: „Przeoryszy pytał papież…” no, mniejsza z tym. Wracając tedy do piosenki popularnej za moich czasów w kolach wojskowych, to wprawdzie składała się ona z wielu tak zwanych brzydkich słów, ale sens był identyczny, co w cytowanym przeboju zespołu „Wilki”, w dodatku obfitujący w tak zwane „gorzkie wyrzuty”. Najwyraźniej w ostatnich 50 latach zainteresowania autorów piosenek zredukowały się do rejonu, o którym wspomina poeta Tadeusz Różewicz. Powiada, że za dawnych czasów bywało jeszcze „solidne dno”, aż „pewna panienka z Paryża” zrozumiała, że „nie ma dna i napisała wypracowanie o spółkowaniu”, gdzie „wszystko rozgrywa się w znajomej i niezbyt wielkiej okolicy między regio genus anterior, regio pubice i regio oralis, a to, co było niegdyś przedsionkiem piekła, zostało przez modną literatkę zamienione w vestibulum vaginae”. Oczywiście ubolewa i konkluduje, że o ile dawniej też się spadało – ale pionowo, to teraz spada się poziomo, w związku z czym większość spadających nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że spada. Myśli, że wcale nie spada, tylko się przesuwa – z jednej strony Mocy na drugą – kierując się nieomylnym tropizmem do kochanych pieniędzy. Ciekawe, co by napisał teraz, po przeczytaniu nagrodzonego przez żydowską gazetę dla Polaków utworu pani Masłowskiej, która nie pisze już o żadnym „spółkowaniu”, tylko zwyczajnie – o pierdoleniu? Piszę te słowa z wahaniem – bo wielokrotnie powstrzymywałem się przed pokusą, by nawet przez papierek nie dotykać niektórych produktów przemysłu rozrywkowego w postaci rozmaitych odmian piosenkarki Ruchanny, czy nowojorskiej celebrytki o bodajże ormiańskich korzeniach, znanej z tego, że prezentuje zdumionemu światu dupę wielką, jak wierzeje stodoły – ale nie mogłem już wytrzymać na wieść, że Wojskowe Służby Informacyjne na potrzeby walki o demokrację i praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju zmobilizowały najgłębsze rezerwy – również w postaci zespołu „Big Cyc” pana Krzysztofa Skiby, który nie tylko „nakłada opozycyjne barwy”, ale w dodatku próbuje „wdrapać się na barykady”. Jakie tam znowu „barykady”, kiedy wszystko wyjaśnia lizusowska deklaracja Krzysztofa Skiby, że „na Błękitnym Marszu KOD odżył duch starego Jarocina” – oczywiście pod dyrekcją pana generała Marka Dukaczewskiego, no bo jakże by inaczej? Co za degrengolada! Czy nie byłoby lepiej, a w każdym razie – przyzwoiciej – bo każdy powinien dochowywać wierności swemu powołaniu – gdyby pan Krzysztof Skiba, wzorem Kuby Wojewódzkiego, „odkorkowywał” kolejne „wodzianki”, czy inne, spragnione rozgłosu panienki, a potem „lansował” je przynajmniej przez dwie godziny – zamiast wdrapywać się na „barykady” wzniesione przez oficerów WSI – naturalnie za pośrednictwem swoich politycznych ekspozytur, no i oczywiście – konfidentów? „Nonkonformista” kicający pod batutą RAZWIEDUPR-a – co za żałosny widok! Co za ześlizg, co za wstyd!

Stanisław Michalkiewicz

31 V, g. 20 – UHUHU

Posted on

Uuhuhuu..!! Tak w skrócie można by powiedzieć o koncercie UHUHU… 🙂 Niesamowita energia i piękny głos Ani, świetne aranże Janusza, ogólne poczucie humoru i luz przy jednoczesnym uważnym podejściu do spraw ostatecznych, dystans do siebie i świata – wszystko to sprawiło, że słuchacz czuł się potraktowany poważnie przez Artystów, jednocześnie jak przyjaciel, z dowcipem i radością muzyczną. Piękny, niezapomniany koncert, taki po którym człowiekowi lżej na duszy, po którym poprawia się nastrój, który sie później wspomina, po którym sie robi coś miłego w sercu…

 

30 V , g. 20 – ANTONI GUSTOWSKI

Posted on

ANTONI GUSTOWSKI*
Różnie mawiają o nim:
Ci, co go zwą Antonim
Czasem mu ślą anonim
Czasem jego antonim –
Chcą robić sobie z nim zdjęcia
Biorąc go mylnie za księcia
Nazywających Antosiem
Jest kilka razy po osiem
I tak się składa niestety
Że są to same kobiety
Inni mu mówią, „Ątłanie!”
I ja ich za to nie ganię
Gdyż często są to Francuzi –
Brzmi to zwyczajnie w ich buzi
Tyle tej całej udręki
By rzec, że śpiewa piosenki
Jakowąś napisze ładnie
A jakąś sobie ukradnie
Ja wiem, że te wynurzenia
Albo nie mają znaczenia
Albo już wszystko to wiecie –
Jak większość rzeczy na świecie

*Śpiewak, autor, tłumacz, początkujący reżyser. Wraz z kwartetem „Gant i SaVa” wydał właśnie niezależny mini-album „ANSAMBL”.

tak….Antoni Gustowski….intrygująca, przedziwna postać…tak jak wspomniał inny Antoni (Kamiński) poznaliśmy go w Oleśnie, 2008 r. i już wtedy przykuł naszą uwagę: po pierwsze powagą i skupieniem, jakąś wewnętrzną elegancją (która oczywiście się uzewnętrzniała) oraz piosenką opartą na filmie ,,Powrót ojca”… Później zapraszałem Antoniego kilka razy na koncerty w ramach Musica Poetica, spotykaliśmy się na festiwalach… Co ,,pozostało” dziś z pierwotnego wrażenia? Wszystko, tylko jeszcze spotęgowane. Od ucznia szkoły średniej do adepta studiów doktoranckich na UW, od solisty do założyciela, lidera i menadżera zespołu, od piosenki opartej na filmie po absolwenta szkoły reżyserskiej…i jeszcze bardziej intrygujący w piosence, gdzie łączy dojrzałość z chłopięcością (Książę i Antoś), wysoką kulturę osobistą z tematem ,,ulicy”…gdzieś to wszystko okrasza humorem…

Wczorajsze czytanie ….jakże i tu aktualne..

Posted on

,,Słysząc to, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym». On zaś mu powiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadeszła pora uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: „Kupiłem pole, muszę wyjść je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Drugi rzekł: „Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego”. Jeszcze inny rzekł: „Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść”. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał swemu słudze: „Wyjdź co prędzej na ulice i w zaułki miasta i sprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” Sługa oznajmił: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce”. Na to pan rzekł do sługi: „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».