Mamy skrzynkę pocztową przy drzwiach naszego klubu gdzie można wrzucać wiersze itp – niezależnie zaś – można podsyłać meilowo na adres : piesniarze@gmail.com

Wybrane rzeczy będziemy publikować (tu, na facebooku jak również na murach Wrocławia). Zapraszamy! 🙂

(można też zostawić list)

Żyję, nie żyjąc w sobie
św. Jan od Krzyża

Żyję, nie żyjąc w sobie,

Nadziei skrzydła rozwieram,

Umieram, bo nie umieram!

Ja już nie żyję w sobie,

Bez Boga żyć nie mogę!

Bez Niego i bez siebie?

Miast życia – tysiąc śmierci!

W głębię życia się wdzieram,

Umieram, bo nie umieram!

To życie, którym żyję,

To zaprzeczenie życia,

To ciągłe umieranie!

Aż pójdę do zdobycia

Ciebie, mój Boże! – Słyszysz?

Ja się życia wypieram,

Umieram, bo nie umieram!

Pozbawiony tu Ciebie,

Jakież życie mieć mogę?

Jeno śmierć ustawiczna!

Czuję o siebie trwogę,

Serce w bólu się krwawi –

Więc ku Tobie spozieram,

Umieram, bo nie umieram.

Wyrwij mnie już z tej śmierci,

Boże mój, i daj mi życie!

Nie chciej mnie dłużej trzymać

Na tym wygnańczym świecie!

Patrz jak Ciebie pożądam,

W bólu rany otwieram,

Umieram, bo nie umieram!

Lecz będę już tu płakał

I znosił ból istności,

Bo trwa moje wygnanie

Za grzechów moich złości…

Lecz kiedy ten czas przyjdzie,

Na który duszę otwieram,

Kiedy szczęśliwy zawołam:

Żyję, bo nie umieram?

Hanka Nowobilska z Białki:
Od pól, poprzez Cerwonki pokryte lodem twardym sło cosi okutane w strzępiate, stare hadry.
Palicke mioło w gorzci i worek na ramieniu, minęło syćkie dróżki i prosto sło po śreniu.
Jaz w Równi przystanęło, kie sie na płotek natkło. Podesłak, zapytałak — coz byście radzi, Dziadku?
A On stół przyzgrzybiany, nic na to mi nie odrzekł, ino popatrzył dziwnie — mioł w ocak smutków morze.
I wtedy takim błyskiem, co syćkim jest i nicym, poznałak Go od razu. To mój był Jezusicek.
Coś mi sie siepło w dusy z radości, dziwu, lęku, kolana sie mi same ugieny do przyklęku.
Fciolak Mu objąć nogi obute w zdarte kerpce, zmyć łzami i ubośkać toniącym w zolu sercem.
A Jemu wzrok dobrocią ozjaśnił sie niezwykłą uśmiechnął sie — i naroz z myk oców kajsi zniknął.